Czy nadal komuna obowiązuje w nauczaniu?

Autor: Julita Maliszewska

Komuna w nauczaniu muzykiDzieci uwielbiają bawić się przy muzyce, tańczyć i śpiewać. Do czasu, kiedy pójdą do pierwszej klasy. Wtedy lekcje muzyki stają się zmorą. Zmuszane do gry na flecie prostym, straszone złą oceną (nawet opisową) zaczynają muzykę nienawidzić.

Ich malutkie paluszki nie sięgają, żeby pokryć całkowicie otwory w tym instrumencie, z którego wydobywają się tylko piski i fałsze. Małe dzieci, w konsekwencji takiej edukacji muzycznej, mają potem przeżycia traumatyczne i późniejsze fobie na sam widok orkiestry symfonicznej. Czy nie należało by zacząć od instrumentów klawiszowych (jak dzwonki diatoniczne czy chromatyczne, jeśli szkoła nie ma pianina czy organów elektronicznych), gdzie dźwięk jest gotowy i od razu ładnie brzmi? Dlaczego nie korzysta się z nowatorskiej metody, która uczy przez zabawę, skojarzenia obrazowe, zawartej w pełnym uroku podręczniku pt. „Bajka o Piosence i nutkach”, asygnowanego wpisem i znakiem graficznym UNICEF, który pierwszy w Polsce wypełnił lukę w nauczaniu najmłodszych? Czy peerelowska „nauka nut”, nieskuteczna i bez zrozumienia, jak czytanie bez poznania liter, musi być dalej traumą dla uczniów?

KTO ODPOWIADA ZA TAKI STAN RZECZY?

Nauczyciele, których nie przygotowywano do działań kreatywnych czy metoda, jedyna, jak kult jednostki, która znalazła swoje odzwierciedlenie w najnudniejszej na świecie książce, jakim był monopolistyczny i uznany w czasach komuny, „Elementarz do muzyki” ? Metoda, o dziwo, przetrwała do dziś. Jest sprytnie przemycana między kartkami nowych, zintegrowanych podręczników, gdyż stary „Elementarz do muzyki” i kolejne podręczniki do klasy II i III „wycofano”. Elementarz oparty na fono gestyce (wprowadzonej, jako dodatkowe utrudnienie) i solmizacji, błędnie interpretowanej, zawierał wyrywkowe treści w postaci rymowanek, jako ćwiczeń rytmicznych, które były zakazami, nakazami bez związku z muzyką (np. szanuj zieleń, słuchaj rodziców, suchy marzec itp)

WINNI ODNALEZIENI

Metodycy starej daty (wielu z nich nadal piastuje swoje funkcje), pilnowali, żeby wszystkie dzieci w Polsce uczyły się z konkretnej, polecanej książki do muzyki i uznawali tylko „metodę”, w niej zawartą. Była to „metoda”, która szkodziła polskiej kulturze muzycznej, pozostawiając zmarnowane pokolenia nazwane głuchymi. Odpowiedzialni za to otrzymywali wysokie pensje i dostawali różne przywileje (w tym stanowiska na wyższych uczelniach). Można wymienić instytucje, z których „szły” wówczas odgórne instrukcje i polecenia – KC, MOiW, WOiW, WOM, kuratoria itd. Metodycy przedmiotowi skrupulatnie przestrzegali odgórnych wytycznych min. poprzez szkolenia nauczycieli, hospitacje, itd. Najbardziej kreatywny nauczyciel, który nie korzystał np. z „Elementarza do muzyki” i został na tym przyłapany, szedł na dywanik do pani dyrektor, która potem tłumaczyła się pani wizytator, reprezentującej interesy grupy trzymajacej władzę nad podręcznikami.

WYCHOWANIE MUZYCZNE CZY LEKCJA MUZYKI- KRYTERIA ODPOWIEDZIALNOŚCI

Muzyka ma za zadanie: uwrażliwiać, kształcić odbiorcę poprzez właściwą percepcję, zainteresować, rozwinąć zamiłowania, wychowywać przez sztukę, podnieść poziom i kulturę społeczeństwa. Jednym z celów wychowania muzycznego w PRL było wychowanie społeczeństwa socjalistycznego. Podręczniki do muzyki, jak i innych przedmiotów (głównie historii, języka polskiego) z tamtej epoki były jednym z narzędzi służącym do degradacji dzieci i młodzieży. Starannie dobierano repertuar, w którym przeważały pieśni ideowe Po okrągłym stole rynek otworzył sie na nowe publikacje, zaczęto zmieniać repertuar dotyczący pieśni i piosenek. Ale sposób przekazywania wiedzy muzycznej jest ciągle taki sam. Nie bierze się pod uwagę, że oprócz wymienionej „Bajki o Piosence i nutkach”pojawiły się nowe książki. Metodycy starej daty, którzy stali na straży dawnego systemu dopilnowali, żeby do obecnego, początkowego nauczania zintegrowanego, wprowadzić metody żywcem przeniesione z „Elementarza do muzyki” z czasów PRL, które pomieszane z nauką polskiego, matematyki, środowiska, stały się jeszcze bardziej zawiłe. Największą tragedią jest to, że przedmiotu tego uczą nauczyciele klas 1-3, zupełnie nieprzygotowani do zawodu nauczyciela muzyki. Próby i kombinacje stworzenia w starszych klasach „muzyko-plastycznych” lekcji (pod sympatyczną nazwą „sztuka”) też nie zdały egzaminu, bo gdzie szukać dwu fakultatywnych nauczycieli, muzyko-plastyków czy odwrotnie, i czy są tacy?

NAUCZANIE ZINTEGROWANE OKAZAŁO SIĘ KOLEJNĄ KLAPĄ

Od metody nauczania zintegrowanego zaczyna się odchodzić. Okrzyczana „przedmiotowym Frankensteinem”, nie zdała egzaminu w zderzeniu z rzeczywistością. Takie nauczanie zintegrowane, gdzie występuje zbitka przedmiotów ogólnokształcących, muzyki i plastyki, jako sieczka tematyczna, jest groźna, gdyż buduje nową, holistyczną rzeczywistość u dzieci.

Leave a Comment

*Required fields Please validate the required fields

*

*

3 × 5 =

 
© 2010 - 2017 Lidia Bajkowska - Wszystie prawa zastrzeżone / All Rights Reserved