Wielkanoc – wspomnienia

Trudno mi dzisiaj odpowiedzieć na pytanie, które ze świąt, czy Boże Narodzenie czy może Wielkanoc było dla mnie, jako małej dziewczynki, najpiękniejsze. Opisywałam już swoje „Grudniowe wspomnienia”  i fascynujący  „Świat kolorowych choinek”. Teraz   przyszedł czas  na „Wielkanoc”, która kojarzyła się mnie, jak każdemu dziecku,  z kolorowymi pisankami, mnóstwem wielkanocnego pysznego jedzenia, śmigusem dyngusem i wieloma innymi przyjemnymi rzeczami. Chwila kolorowania pisanek albo przyozdabiania koszyka ze święconką, którą  święciło się w Wielką Sobotę była długo wyczekiwana. Obowiązkowo w koszyczku oprócz min. jajek, kawałka chlebka, soli i pieprzu, musiał być baranek, który ma symbol biblijny.

Podobnie jak w judaizmie z Paschą, tak w chrześcijaństwie ze świętami Wielkanocy łączą się liczne zwyczaje, którym sprzyja ciepłe już o tej porze roku wiosenne powietrze. Tradycje związane z jajkami przejęte zostały z wierzeń przedchrześcijańskich, w których wyrażały one  symbolikę życia. Przez pewien czas chrześcijanie, kontynuując tradycję judaizmu, obchodzili Wielkanoc w noc paschalną.

W połowie II wieku, w Rzymie, Wielkanoc  świętowano w niedzielę  a piątek, który ją poprzedzał, czczono jako dzień upamiętniający śmierć Chrystusa. Spór o datę Wielkiej Nocy toczył się całe wieki. Obecnie, według kalendarza gregoriańskiego, Kościół katolicki obchodzi Wielkanoc w pierwszą niedzielę po wiosennej pełni księżyca. Daty tej nie aprobują Kościoły prawosławne, uzasadniano przekonaniem, że Chrystus zmartwychwstał właśnie w niedzielę.

Wielkanoc jest świętem ruchomym. Może wypadać pomiędzy 22 marca a 25 kwietnia. Jest to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie upamiętniające śmierć na krzyżu i Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Wielki Tydzień poprzedrzający Wielkanoc stanowi okres wspominania najważniejszych dla wiary chrześcijańskiej wydarzeń.

W Wielką Sobotę od wczesnych godzin rannych w kościołach jest adoracja Najświętszego Sakramentu w przygotowanej do tego celu kaplicy zwanej Grobem Pańskim. Jest to czas żałoby po ukrzyżowanym Jezusie Chrystusie. Jest to również okazja do skorzystania z Sakramentu Pokuty. Tradycyjnie w tym dniu,  błogosławi się pokarmy przygotowane na stół Wielkanocny.

Często błędnie utożsamia się Wielką Sobotę z Wigilią Paschalną, której uroczystości rozpoczynają się po zapadnięciu zmroku w sobotę i należą do Niedzieli wielkanocnej (w tradycji żydowskiej po zmroku rozpoczyna się nowy dzień). Dlatego w Wielką Sobotę również Kościół Katolicki nie celebruje Eucharystii.

Niedziela Wielkanocna, nazywana też Wielką Niedzielą lub Niedzielą Zmartwychwstania Pańskiego, to pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych.

W Polsce, w Wielką Niedzielę, w godzinach porannych, po Mszy św. czyli  Rezurekcji, nawiązującej  do Zmartwychwstania Chrystusa, po powrocie do domu w gronie rodzinnym, zasiada się do uroczystego śniadania wielkanocnego, które rozpoczyna się składaniem życzeń i dzieleniem się święconką z koszyczka.  Jest to czas spotkań rodzinnych, pojednania i wybaczenia, który  swoimi  tradycjami sięga średniowiecza.  Na świątecznych stołach ustawia się min. jajka przygotowane na różne sposoby (np. faszerowane, w majonezie ze szczypiorkiem), żurek wielkanocny, pieczoną białą kiełbasę, szynkę świąteczną, ćwikłę itd. oraz ciasta: mazurki wielkanocne, baby, serniki . Stoły ozdobione są barankami, kurczaczkami,  bukietami z bazi i wiosennych kwiatów.

Poniedziałek Wielkanocny,  Lany Poniedziałek lub  Śmigus-dyngus to drugi dzień świąt Wielkiej Nocy. Tego dnia polewa się dla żartów wodą inne osoby, nawet nieznajome. Polewanie wodą to powrót do dawnych praktyk pogańskich nawiązujących do budzenia się przyrody. Tradycja ta najbardziej zakorzeniła się na polskiej wsi. Dochodziło nawet do tego, że złapane dziewczęta oblewano całymi kubłami wody  lub wrzucano do rzeki.  W dworach oblewano się oszczędniej, zazwyczaj kropiono perfumami. Mimo, że zwyczaj ten  stopniowo zanika, zarówno na wsiach jak i w miastach, to wielu gospodarzy kropi  wodą święconą swoje pola w poniedziałkowy poranek.

Początki obrzędu święcenia potraw sięgają VIII wieku, a w Polsce XIV stulecia. Najpierw święcono tylko chlebową figurkę baranka. Potem dodawano kolejno ser, masło, ryby, olej, pokarmy mięsne, ciasto i wino. Na końcu kosz został uzupełniony jajkami (pisankami) i pozostałymi pokarmami. Koszyczki ze święconką są czasem są bardzo artystyczne. Mogą być bogate, duże, jak to praktykuje się na Podhalu lub małe i bardzo skromne. Do takiego koszyczka można włożyć wszystko co jest związane ze Świętami Wielkanocnymi, gdyż dobór potraw w koszyku nigdy nie może być przypadkowy. Dobór sześciu/siedmiu potraw przyjęty w okresie wczesnego romantyzmu, obowiązuje do dziś. Najważniejszą potrawą był i jest chleb symbolizujący ciało Chrystusa, następnie jajko – symbol życia, sól odstraszająca złe moce, wędlina jako symbol zdrowia i dostatku, ser – symbol rozwoju stada zwierząt domowych i też dostatku, chrzan, jako symbol sił witalnych a na koniec ciasta: baby wielkanocne, mazurki, które miały dowieść, że gospodarstwo jest wzorowe i zamożne. Wielkanocny koszyk musiał być wiklinowy, wyścielony białą koronkową serwetką, ozdobiony gałązkami borówek, wielkanocną trawką czy bukszpanem. Do koszyczka, podobnie jak teraz, wkładano jeszcze kurczaczki, zajączki, baranki itd.

Wielkanocne śniadanie było jednocześnie obiadem, więc na stole znajdowało się mnóstwo przeróżnego jadła. Zwykle zaczynało od żuru na białej kiełbasie, potem na stole ustawiano przeróżne dania z zimnych mięs: pasztety, rolady, schaby faszerowane, w galarecie, pieczenie na zimno, drób przyrządzony pod wieloma postaciami i jajka, które można ponoć przygotować na ponad sto sposobów.

Moje święconki, które pamiętam od najmłodszych lat były podobne do tych które opisałam powyżej. Podobne były koszyczki z jajkami i pisankami, i podobne śniadania wielkanocne. Ale chciałabym napisać o tradycji, która już zanika, a mianowicie o stoliczku z maleńką święconką dla dzieci. Byłam w tej szczęśliwej sytuacji, że moi bliscy organizowali mi taką święconką, jak dla lalek, którą pamiętam do dziś.

Były to lata pięćdziesiąte. Może miałam wtedy 4 latka  a może i więcej.  Babcia Maria, matka  mojej mamy, która mieszkała w Warszawie na Tamce 45, któregoś roku  poszła  ze mną, w Wielkim Tygodniu, do cukierni Strzałkowskiego, znanego cukrownika z Powiśla. Cukierenka ta znajdowała się w sąsiedniej kamienicy, pod numerem 45a. Była to sklep,  jak dowiedziałam się później,   założony w  1948 roku. Dla mnie było to magiczne miejsce. Podziwiałam wielkie  wielkanocne babki  oblane lukrem i pięknie udekorowane mazurki. Patrząc jak urzeczona na te świąteczne, wspaniałe wypieki dostrzegłam nagle rząd maleńkich stoliczków,  jak dla lalek, a na nich, na serwetkowych obrusikach cukrowe święconki.  Były to miniaturki wielkanocnych potraw zrobione z kruchego ciasta, udekorowane lukrem i  ozdobione  kolorowymi jajeczkami. Pamiętam. że zachwyciło mnie maleńkie lukrowe żółte masełko i biały serek. Słodkie miniaturki wieczerzy były piękne i misternie ułożone  na maleńkich tekturowych talerzykach. Już o niczym innym nie myślałam tylko o tym, żeby mieć taką święconkę.  Dziś nie robi się już na sprzedaż takich cudeniek. Kiedyś bywały  u Bliklego, ale jako   ekspozycja.  Babcia zapytała ile kosztuje taki stoliczek ze święconką. Musiał być drogi  bo mi go nie kupiła. Bardzo wtedy płakałam. Święconka, której nie dostałam popsuła mi marzenia o zbliżających się świętach.Nie wiem jak to się stało, ale babcia postanowiła sama zrobić mi taki stoliczek,  przywołując w  pamięci stary przepis na maleńką święconkę jak dla lalek.

Jest to bardzo prosta czynność, a masa, z której powstają różne figurki, jeśli jest świeża to jest jadalna i bardzo smaczna. Takie święconki robiono dzieciom w czasach kiedy moja babcia była dzieckiem. Nawet w sklepach, w tamtych czasach, można było kupić  malutkie wielkanocne stoliczki które były radością dla najmłodszych  i dekoracją domów. Dawny przepis na starodawną święconką – miniaturkę podam na końcu moich wspomnień.

Musiałam bardzo przeżyć  jako dziecko ten wielkanocny stoliczek z cukierni, że do tej pory na Wielkanoc najpierw moim dzieciom a potem wnukom organizowałam takie święconki. Ileż było  radości kiedy układały, ulepione własnymi rączkami, na talerzykach kolejne maleńkie,  słodkie potrawy. W szkole, w której pracowałam dzieci ulepiły święconkę z masy, która była oczywiście niejadalna, a potem pomalowały ją farbami. Nasza ekspozycja długo  zachwycała cała szkolę, rodziców i nauczycieli.

Wracając do lat mojego dzieciństwa, pamiętam, że dziadek, kiedy babcia zajmowała się  porządkami i przygotowaniem świąt, wychodził ze mną na spacery. Jak byłam trochę starsza opowiadał mi ciekawe rzeczy. Daleko ze mną nie chodził, ale opowiadał mi wiele o miejscu, w którym mieszkał. Podczas takich wielkanocnych spacerów pokazał mi min. domy na Tamce pod numerem 45, 45a i 45 b i prosił, żebym zwróciła uwagę, że są prawie identyczne.  W jednym z nich mieszkali dziadkowie, w drugim była moja ukochana cukiernia,  w trzecim ulubiony sklep z szyldem „Pędzle Szczotki”. Mówił, że te piękne domy  zbudowano  przed wojną. Potem targana ciekawością dowiedziałam  się, ze zbudowane zostały w latach 1912  -1914 w/g projektu architektów Henryka Stifelmana i Stanisława Weissa.Dziś miasto wyłożyło fundusze i wreszcie te wspaniałe kamienice zostały zrekonstruowane. Piękne są to domy i jeszcze ładniejsze w nich mieszkania: mozaikowe podłogi, stiuki na ścianach, plafony na sufitach i supraporty nad drzwiami. W każdym razie takie mieszkanie było u mojej babci, stopiono odzyskiwane po  wielu latach po wojnie, kiedy wyprowadzali się kolejni  zakwaterowani lokatorzy. Dom na Tamce 45 był szczególny. To w nim w czasie Powstanie Warszawskiego 1944 roku stacjonował sztab Zgromadzenia AK „Bicz” pod dowództwem porucznika Mariana Mokrzyckiego „Bicza”.  O tym też mówił mi dziadek podczas  wielkanocnych spacerów. Dziś jest już na domu tablica upamiętniająca ten fakt. W kamienicy moich dziadków, w 39 roku, był też punkt opatrunkowy na wypadek wybuchu wojny.

Cukiernia Strzałkowskiego, Tamka, Warszawa - Lidia BajkowskaParę dni temu idąc w górę  ulicą Tamką zajrzałam do cukierni Strzałkowskiego, z nadzieją, że znowu zobaczę stolik ze święconką z mojego dzieciństwa. Nie było. Dziś cukiernia całkowicie zmieniła  swój wystrój i wielkość. Można przy eleganckim stoiku wypić kawę, zjeść lody czy ciastko.  Spoglądałam tęsknie na sklepy, które zmieniły swoje szyldy i śladu po nich nie ma. Ale szyld Pędzle  Szczotki został. Dawniej był to  najlepszy sklep ze szczotkami w Warszawie, prowadzony przez bardzo miłą lecz niewidoma panią. Mieli też barwniki do jajek wielkanocnych, dlatego tak dobrze go zapamiętałam. Dziś pod tym szyldem  jest kameralna, mała kawiarenka. Urocza, jak z dawnych lat. Oryginalne wnętrze, menu napisane ręcznie białymi literami na czarnej ścianie, dwa przytulne pokoiki, specjalnie zachowane ze starymi pęknięciami podłogi, cudowna kawa, klimat, nastój i okno wychodzące na podwórkowy zaułek z początków XX wieku. Na wystawie domek dla lalek. Ale nie taki, w jakim mieszkają lalki Barbie, tylko ręcznie robiony jak z  XIX wieku. Domek  jest dekoracją witryny dawnego sklepu Pędzle Szczotki, dziś już  kawiarni. Ten domek wzruszył mnie bardzo i przywołał  wspomnienia. Podobny  bardzo jest  do tego, jaki zrobili mi kiedyś rodzice, z  mebelkami  po pudełkach od zapałek oklejonych  tkaniną… Na Tamce róg Kopernika i bliżej ulicy Ordynackiej były maleńkie sklepiki, które wspominam z rozrzewnieniem.Schodziło się schodkami w dół i w tych piwniczkach robiło się zakupy. Były to prywatne budki świetnie zresztą zaopatrzone. Do przygotowania święconki z upalonej mąki można było w nich wszystko dokupić. Dziś po tych sklepikach też nie ma śladu a  na ich miejscu stoi  na Tamce pod numerem 49  – 14 piętrowy wieżowiec. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie ale historia i tradycja trwa. I dlatego trzeba ją przekazywać i ocalić od zapomnienia.

I na tym powinnam zakończyć moje wielkanocne wspomnienia, gdyby nie zdarzyło się coś, o czym muszę napisać.Wracając parę dni temu z uczelni, zwanej dziś Uniwersytetem Muzycznym (niezbyt trafiona  nazwa i mam nadzieję, że Akademia Muzyczna powróci) po raz pierwszy zobaczyłam sklepik, który zjawił mi się,  jak ze snu, jak z innej epoki. Trudno było tam nie zajrzeć, tym bardziej, że  na wystawie stał wielki karmelowy  fortepian.

Znalazłam się w bajkowym świecie cukierków, a właściwie w pierwszej  w Warszawie Manufakturze Cukierków. Pomijając uroczy fakt, że zostałam obdarowana przez przemiłego pana torebkami cukierków z wielkanocnymi zajączkami, kwiatkami i wielkim jajkiem wielkanocnym w kształcie lizaka to jeszcze dowiedziałam się w tym muzeum cukierków niesamowitych rzeczy. W klimatach Świąt Wielkanocnych oglądałam bajkowy sklep z  królewskim zamkiem w tle i podziwiałam karmelowe rzeźby  instrumentów, świeczników, lichtarzy, zegarów. Zrobił na mnie duże wrażenie ten niepowtarzalny klimat dawnej epoki, gdzie na oczach widowni tworzone są słodkie arcydzieła w recepturze i metodą z XVII wieku. Wspaniałe artystyczne cukierki, bez konserwantów, w ponad 40 smakach przepięknie zapakowane.

I tak zaczęłam obchodzić tegoroczne święta Wielkiej Nocy AD 2012.

Przepis na starodawną święconkę:

1/2 kilograma mąki (dziś najlepsza jest do tego Szymanowska). Mąkę  trzeba podgrzewać i cały czas mieszać drewnianą łyżką w garnku z grubym dnem, aż się upali, ale nie przypali czy spali, bo będzie  do wyrzucenia. Kiedy mąka nabierze beżowego koloru i zacznie ładnie pachnieć można ostawić garnek i poczekać aż ostygnie. Kolejna czynność to ucieranie 1/3 kostki masła z cukrem, trzeba próbować, żeby nie było za słodkie, dodając 2 łyżeczki kakao. Następnie utarte masło  i połączyć  z ostudzoną mąką. Trzeba doprowadzić powstałą masę do takiej konsystencji (najlepiej w foliowych, jednorazowych rękawiczkach), żeby można było z niej lepić figurki, jak z plasteliny. Pięknie wychodzą  figurki różnych świątecznych potraw. Można lepić szynki, balerony, „upieczone” kaczki, kurczaki, kiełbasy zakręcone w krążek, świńskie ryjki, itd. Z tej masy można zrobić też  piękne mazurki, które się potem udekoruje lukrem i  kolorowym groszkiem cukierniczym. Potem robimy lukier (opis jest w Internecie) i kolorujemy go barwnikami spożywczymi, Z takiego lukru robi się masełko,  serek, i dekoruje miniaturowe potrawy. Babeczki można upiec, w małych foremkach, talerzyki pożyczyć od lalek. Do maleńkiej karafki  można nalać soczek, imitujący  wino. Miniaturowe pisanki, też nie są problemem. Teraz w sklepach  jest tego mnóstwo, różne kolorowe groszki, czekoladowe jajeczka, owinięte złotkiem, którymi można ozdobić maleńki  święcony stoliczek nie zapominając o gałązkach borówek.  Można rozwinąć swoje talenty nie tylko kulinarne ale i artystyczne, dokładając najmniejsze  baranki, kurczaczki, zajączki, bazie aby  takiemu stoliczkowi nadać  jak najwięcej  świątecznego blasku.

Leave a Comment

*Required fields Please validate the required fields

*

*

5 × five =

 
© 2010 - 2017 Lidia Bajkowska - Wszystie prawa zastrzeżone / All Rights Reserved