Chopin w błękicie nieba

Wystarczył jeden moment, żeby zmieniający się kolor granatowego nieba, tamtego wieczoru i potem nocy pełnej gwiazd, na zawsze kojarzył się mi z muzyką Chopina. Było to dawno, bardzo dawno temu i mimo upływu lat, wspomnienie tamtego recitalu trwa do dzisiaj, jakby to było wczoraj… jakby tamta chwila zatrzymała się na zawsze….

Wojna skończyła się, ale czasy były niełatwe, Powrót do przedwojennych Konkursów Chopinowskich, najstarszych i najbardziej prestiżowych konkursów pianistycznych na świecie, u wielu Polaków w kraju i zagranicą budził radość i nadzieję. Wielu machało ręką na to, że twórczości i życiu Fryderyka Chopina przypisywano nową ideologię i mówiono absurdy, choćby takie, że Chopin miał pochodzenie robotniczo – chłopskie. Być może robiono to celowo, bo czy twórczość obcoklasowego kompozytora w czasach komuny można byłoby aż tak bardzo promować? Faktem jest, że nie szczędzono wówczas środków na kulturę, pod warunkiem, że była ona zgodna z ideałami socjalistycznego państwa.

Koncerty Chopinowskie wraz z odpowiednimi prelekcjami organizowano nawet dla środowisk robotniczo – chłopskich na terenie całej Polski.  Ówczesne władze nie zdawały sobie sprawy z tego, że pokazując kulturę i sztukę minionych epok, budzą w ludziach tożsamość narodową i patriotyzm. Bo Chopina czy Mickiewicza nie dało się okroić, ocenzurować i zafałszować, tak jak choćby historię Polski, którą po wojnie napisano na nowo. Na takie koncerty muzyki poważnej zaganiano całe załogi i szkoda, że zmęczony lud pracujący uciekał z takich imprez jak się dało, nawet przez otwarte okna, jeśli sala znajdowała się na parterze. Tak więc dobra narodowe docierały do niewielu. Zmienił to potem rozwój szkolnictwa artystycznego, powstające na nowo chóry, orkiestry czy zespoły takie jak Mazowsze czy Śląsk.

O robotnikach, uciekających z koncertów przez okna, opowiadał mi nieżyjący już, znany pianista, który jeździł z takimi recitalami po całej Polsce.

Dla społeczeństwa jednak było najważniejsze to, że zakazany w czasie okupacji hitlerowskiej Chopin powrócił na salony. Nie wolno też zapomnieć, że wielu artystów, choćby Witold Lutosławski, działało w czasie okupacji w polskim podziemiu muzycznym. Z narażeniem życia grali utwory wielkiego Romantyka spotykając się w zaufanych domach, w których organizowano też tajne komplety nauczania historii i języka polskiego.

Międzynarodowy Konkus Pianistyczny im. Fryderyka Chopina

Współczesny logotyp Międzynarodowego Konkusu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina

Był rok 1955. W Warszawie skończył się akurat V Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, który odbywał się w dniach 22 lutego – 21 marca. Wzięło w nim udział aż 77 pianistów z 25 krajów ze wszystkich kontynentów. Na czele Komitetu Wykonawczego stanął Jarosław Iwaszkiewicz. Na Konkurs przyjechała nawet królowa Belgii, Elżbieta Gabriela Bawarska, a Filharmonia Warszawska została uhonorowana mianem Filharmonii Narodowej.

Konkurs odbył się w świeżo odbudowany gmachu Filharmonii Warszawskiej. Nowy budynek w stylu surowego socrealizmu całkowicie zatracił swój przepiękny, pierwotny charakter. Przedwojenny gmach Filharmonii Warszawskiej był neorenesansowo-neobarokowy, przebogaty i wzorowany na europejskich operach XIX wieku a przede wszystkim na Operze Paryskiej. Dla Warszawiaków był to i tak sukces, bo wcześniejszy, IV Konkurs Chopinowski odbywał się w budynku „Romy” na ul. Nowogrodzkiej, gdyż tylko tam ocalała jedyna w Warszawie sala koncertowa. Filharmonia Warszawska został doszczętnie spalona w 1939, a w 1944r. w czasie Powstania Warszawskiego zbombardowana.

Niestety moi dziadkowie i rodzice nie mogli pogodzić się z tym, że przepiękne architektonicznie miasto, zwane Paryżem Północy legło w gruzach i jak wielu przedwojennych Warszawiaków, podzieliło swoje życie na dwa życia: przed i po wojnie. Z perspektywy wielu lat widzę, że faktycznie żyli w dwóch światach. Pięknych wspomnień z dwudziestolecia międzywojennego i ponurej powojennej rzeczywistości. Mimo tego dla wszystkich, V Konkurs Chopinowski był chyba jednym z najważniejszych konkursów i wydarzeń kulturalnych stolicy. Nawet tamtych laureatów wspomina się do dziś. A byli to, Adam Harasiewicz (Polska) – nagroda I, Władimir Askenazy (ZSRR) – nagroda II i Fou Ts’ong (Chiny) – nagroda III. Choć byłam dzieckiem to do dziś pamiętam, Kiyoko Tanakę z Japonii, która grała genialnie, ale dostała daleką, X nagrodę. Pamiętam też z opowieści, że Adam Harasiewicz pomylił się w utworze granym na bis, co po wygranym konkursie nie miało już żadnego znaczenia..

Po Konkursach Chopinowskich jest taki zwyczaj, że laureaci grają utwory Chopina, na różnych koncertach i recitalach w Polsce i za granicą.

Kiyoko Tanaka zdobyła sobie wielką sympatię publiczności ujmującym sposobem bycia i wrażliwą grą już podczas V Konkursu Chopinowskiego. W 1957 roku, w okresie od 14 do 19 maja, wystąpiła w Warszawie cztery razy, również w Zamku Ostrogskich.

Kiyoko Tanaka (1932-1996) gra Chopina: 
Prelude Op, 45, Nocturne Op.62-2, Barcarole Op.60.
Nagranie: Tokyo 1964.

Moi rodzice, wielcy melomani recitali fortepianowych, koniecznie chcieli posłuchać Kiyoko Tanaki, którą zachwycili się od razu, wieszcząc pianistce  wielką karierę międzynarodową. Ale ja, nie chciałam iść z nimi na ten koncert.

Trzeba było znaleźć sposób, żeby namówić na recital Kiyoko Tanaki małą, upartą dziewczynkę. Pamiętam jak dzisiaj, że nie docierały do mnie argumenty, że skoro zaczęłam uczęszczać na lekcje fortepianu to powinnam chodzić także na koncerty i poznawać repertuar. W sukurs jednak przyszła najpiękniejsza z legend warszawskich, o Złotej Kaczce.

Słuchałam z wypiekami na twarzy, choć wiedziałam, że to bajka, o księżniczce pokutującej w mrocznych lochach Zamku Ostrogskich i o szewczyku Lutku, który zakradł się o północy do pałacowych podziemi  w poszukiwaniu ukrytych skarbów i spotkał tam zaklętą złotą kaczkę, która mówiła ludzkim głosem.

I już nie trzeba było prosić i namawiać mnie więcej. Wybiegłam jak z procy w poszukiwaniu śladów Złotej Kaczki. Mieszkaliśmy na Brackiej 18, więc wystarczyło tylko przejść Nowym Światem i Ordynacką w dół.

Kiedy weszłam do Zamku Ostrogskich – oniemiałam. Piękne pałacowe sale, marmurowe schody, rzeźby i obrazy, światła, podniosła atmosfera, przeniosły mnie od razu do mojego świata wyobraźni. Stałam się natychmiast księżniczką, którą za chwilkę zły czarownik zmieni w złotą kaczkę.

Zamek Ostrogskich, z końca XVI wieku, znajdujący się obok Akademii Muzycznej na Okólniku jest kolejnym cudownie magicznym miejscem na ziemi, po którym chodził Fryderyk Chopin. Po latach świetności zamek podupadał i był kolejno siedzibą policji miejskiej, pensjonatu dla młodzieży, schroniska dla bezdomnych. W połowie XIX wieku stał się Instytutem Muzycznym, przemianowanym w 1919 roku na Konserwatorium.

Całkowicie zniszczony w czasie II wojny światowej, jak wiele bezcennych światowych dzieł architektonicznych, został po wojnie w niewielkiej części odbudowany, na szczęście w pierwotnych planach architektonicznych. Dziś, w Zamku Ostrogskich jest muzeum Fryderyka Chopina, na dziedzińcu przed pałacem wznosi się pomnik Złotej Kaczki w sadzawce, wyżej przy tarasie stoi grająca chopinowska ławeczka a multimedialna ekspozycja wypełnia zabytkowe sale. Faktycznie jest to najnowocześniejsze muzeum biograficzne w Europie, a może i na świecie.

Wtedy, w 1957 roku, w pięknym jak z bajki Zamku Ostrogskich, usiadłam pomiędzy rodzicami na widowni w sali koncertowej na pierwszym piętrze. Uwagę moją przykuły wielkie okna, najpiękniejsze jakie widziałam i błękit majowego nieba za nimi. Chwilę to trwało, bo jak zwykle było przeglądanie programów, wymienianie zdań i opinii. Wreszcie usłyszałam oczekiwany sygnał, że koncert zaczyna się. Pianistkę z Japonii przywitano burzą oklasków, a ona kłaniała się i kłaniała z należnym sobie wdziękiem bez końca. W mojej świadomości otworzyła się kolejna odsłona.

„Przecież to nie ja, to ona, ta pianistka jest tą piękną księżniczką, którą czarownik zamieni zaraz w Złotą Kaczkę, Dlatego ma trochę przymknięte oczy, bo udaje, że śpi” – myślałam wtedy. Wszystko pamiętam z fotograficzną dokładnością.

Kiedy Kiyoko Tanaka usiadła do fortepianu, oniemiałam kolejny raz. Od pierwszych taktów zaczęła pięknie i głośno grać jakiś utwór, niestety nie pamiętam jaki. Myślałam, że to burza. Spojrzałam w okno, a tam dalej pogodne niebo, niebieskie, jak moja niebieska sukienka. I ani jednej chmurki. Za to z tańczącymi promykami zachodzącego słońca, które wskakiwały na fortepian i na widownię, jakby też chciały posłuchać pięknej muzyki Chopina.

O tej porze roku, wiosenne, pogodne niebo ma właśnie taki kolor. Zakochałam się wtedy i w Kiyoko Tanace, w jej grze na fortepianie i tamtym, z 1957 roku, majowym kolorze nieba. Na przerwie mama powiedziała mi, żebym zwróciła uwagę na to, jak pianistka z Japonii gra. Jakby rozsypywała perełki. I to było w tym wykonaniu najpiękniejsze.

Potem poszłam z rodzicami na taras i dostałam jakieś landrynki, które ojciec zawsze miał przy sobie. I pewnie zaczęło się ściemniać, bo po przerwie zapalono wszystkie światła, nawet te w kandelabrach. Zaczęła się druga część koncertu. który jak każdy recital zaczynał się zamku o dziewiętnastej.

Choć byłam senna to słuchałam utworów w wielkim skupieniu. Pamiętam, że patrzyłam na pianistkę, jak urzeczona. A ona dalej rozsypywała na klawiaturze perełki, jakby chciała odmienić swój i mój los.. Oj, często sznury niewidzialnych pereł rozsypywały się kiedy grała..Ale słyszałam też w jej grze śpiew ptaków, szum wiatru, plusk wody i zbliżającego się złego czarownika, którego byłam już gotowa pokonać i obronić moją księżniczkę. Niebo stawało się coraz bardziej ciemne, a odbijające się swoim blaskiem światła pogłębiały ten mrok, który za oknami, z intensywnego granatu przechodził prawie w czerń. Na niebie pojawiły się gwiazdki, które wyglądały jak perełki rozsypane na klawiaturze.

Koncert skończył się a publiczność na stojąco dziękowała Kiyoko Tanace, za tak piękne wykonanie utworów Chopina. Kiyoko Tanaka kilka razy bisowała, Podobno najdłużej biłam brawo ze wszystkich, aż mnie potem bolały ręce.

Jak wróciłam do domu, mimo później pory, od razu usiadłam do swojego Berduxa, udając, że gram tak wspaniałe jak pianistka z Japonii. Od tej pory byłam już tylko Kiyoko Tanaką i nie mogłam doczekać się lekcji fortepianu, żeby opowiedzieć o tym wszystkim mojej ukochanej pierwszej nauczycielce. Wtedy zaczęła się moja miłość do muzyki, którą potem przekazywałam uczniom, swoim dzieciom a teraz wnukom.

Sądzę, że wszystkie dzieci cechuje taka sama wrażliwość. Pamiętam, jak jedna z moich byłych uczennic o wdzięcznym imieniu Małgosia, po koncercie w Zamku Ostrogskich, na którym wspaniale zagrała w ramach popisu uczniowskiego, stanęła pod portretem Fryderyka Chopina, przycisnęła swoje nuty do serca i z radości i wzruszenia popłynęły jej łzy. Również się wzruszyłam i powiedziałam wtedy, z pełnym przekonaniem, że będzie grała, że ukończy szkoły muzyczne wszystkich stopni. I tak się stało.

Dzieciom trzeba dać prawo do marzeń, pozwolić im wyobrażać sobie co chcą. Muzyka musi być jak ciekawa bajka, która wciąga, nie może zniechęcać, być traumą, jak w obecnej polskiej szkole ogólnokształcącej. Musi unosić każdego, od najmłodszych lat , bo to jest czyste dobro i piękno. Będziemy walczyć, tak jak w Wenezueli, żeby i polskie dzieci miały możliwość pokochania instrumentów i dzieł muzycznych, które powinny dostać zamiast kamieni.

Dlatego zaszczepiam moim uczniom, to wszystko co przekazali mi rodzice i ukochane pierwsze profesorki od muzyki, o których pisałam we wcześniejszych wspomnieniach.

Z dziećmi trzeba chodzić w takie miejsca, jak teatry operowe, sale koncertowe, zachęcać je do słuchania klasyki, poświęcać na to czas i siły. Dziś  w Zamku Ostrogskich (cytuję) ”….w odtworzonym paryskim salonie Chopina z jego autentycznym fortepianem słychać rozmowy po francusku, dźwięk odstawianych filiżanek i czuć zapach fiołków – ulubionych kwiatów Fryderyka. Z kolei w czarnej wygłuszonej sali poświęconej śmierci kompozytora pokazano kosmyk jego włosów i kopię maski pośmiertnej. W podziemiach Zamku Ostrogskich urządzono m.in. salę koncertową”.

Muzeum Fryderyka ChopinaMuzeum Fryderyka Chopina zaprasza do obejrzenia ekspozycji stałej. Muzyka, zapach i światło to tylko niektóre ze specjalnych efektów, które czekają, aby pobudzać zmysły widzów. Nowatorskie podejście do tematyki życia i twórczości jednego z najwybitniejszych, polskich kompozytorów budzi uznanie zarówno wśród miłośników muzyki klasycznej i historyków obyczaju, jak i artystów. Ideą Muzeum jest przede wszystkim indywidualne zwiedzanie i doświadczenie Chopina, które dostosowane jest do wieku i preferencji odwiedzających. Własną ścieżkę zwiedzania będzie można zdefiniować za pomocą biletu wyposażonego w technologię RFID. Interaktywność, samodzielny wybór i niezwykle szeroki dobór informacji z różnych dziedzin umożliwiły nowemu Muzeum Fryderyka Chopina przyjęcie miana instytucji centralnej dla obchodów Roku Chopinowskiego 2010, ale przede wszystkim miejsca, w którym eksponowana jest największa kolekcja pamiątek chopinowskich”

Na tarasie, tak jak kiedyś odbywają się recitale pianistyczne ale w bogatszej i piękniejszej aranżacji świetlnej, odczytywane są listy Fryderyka Chopina a na dziedzińcu przedstawiane są krótkie formy aktorskie również w projekcji i w aranżacji światła i dźwięku. Na schodach jest mini studio fotograficzne pokazujące scenerię saloniku chopinowskiego wraz z rekwizytami z epoki

Piękne magiczne miejsce, nad którym niebo jest pogodne, niebieskie i świecą zawsze jasno gwiazdy, podobne do perełek z utworów Chopina. Nie wiem, czy tamto przeżycie było tak silne, że do dziś muzyka Chopina kojarzy się mnie z odcieniami błękitu, granatu i czerni? To smutne, piękne i refleksyjne kolory. Utwory Chopina są takie same, pisane głównie w tonacjach molowych i może stąd mam te skojarzenia? A może jednak uczynił to duch księżniczki zaklętej w Złotą Kaczkę.

Leave a Comment

*Required fields Please validate the required fields

*

*

17 + eleven =

 
© 2010 - 2017 Lidia Bajkowska - Wszystie prawa zastrzeżone / All Rights Reserved