Nocne rozmowy Bajkowska Kochler – Wywiad

Lidia Bajkowska – wracam do tego małego wirtuoza… gra bardzo porządnie, ma ładnie ustawiona rączkę, widać jak sobie wylicza pauzy ale najważniejsze, że zerka do chwilę w nuty :) widać, że ma je dobrze opanowane, skoro potrafi zagrać taki trudny utwór :)

Prawdopodobnie szykują tego brzdąca do zawodu muzyka… przed nim szkoły muzyczne wszystkich stopni :)

Agnieszka Kochler – A’propos zerkania w nuty :) nie rozumiem dlaczego w Polsce maluszki uczone są metodą beznutową. A może inaczej – skąd wzięło się tak głęboko zakorzenione przekonanie, że tak właśnie trzeba uczyć?

Lidia Bajkowska – widocznie uważają, że nauka alfabetu muzycznego jest tak czarną magią, że wymyślają różne sposoby i metody, aby tylko nie uczyć dzieci grania z nut, co potem jest fatalne w skutkach…

Agnieszka Kochler – ale to troszkę tak, jakby nie uczyć dzieci liter… a przecież już w bardzo wczesnym wieku przedszkolnym sami rodzice uczą literek, cyferek…

Lidia Bajkowska – przecież nutek jest tylko siedem!!!! Żeby rozumieć muzykę, nawet w najmłodszym wieku trzeba znać prawa nią rządzące.

Agnieszka Kochler – no właśnie… a dzieci nawet w 4 – 5 klasie podstawowej szkoły muzycznej (!!!) miewają problem z nazwaniem dźwięku…  przecież to takie proste – nauczyć dziecko 7 nut. Jeżeli jest malutkie,można to zrobić za pomocą czegoś,co zadziała na jego wyobraźnię.

Lidia Bajkowska – bo robią dzieciom mętlik w głowach… fatalne podstawy programowe, fatalny program nauczania muzyki w szkołach ogólnokształcących , a właściwie jego brak, brak nauczycieli wychowania muzycznego, mało godzin lekcyjnych, jak zwykle muzyka jest na szarym końcu… i plastyka zresztą tak samo…

Agnieszka Kochler – Niestety ”cudowna” reforma szkolnictwa i spychanie przedmiotów związanych ze sztuką na szary koniec zaowocowało obecnym stanem. Nie ma się czemu dziwić,że i społeczeństwo jest coraz uboższe kulturalnie.

Lidia Bajkowska – w ogóle nie dba się teraz o kulturę; a powinno! I zaczynać trzeba już od żłobków, tam też powinny być prowadzone zajęcia rytmiczno- muzyczne i plastyczne na poziomie. Kształcenie muzyczne trzeba zaczynać wcześnie! Trzeba dać szansę każdemu dziecku! A czy potem zechce kształcić się w zawodach artystycznych to już inna sprawa.

Dzieci uwielbiają bawić się przy muzyce, tańczyć i śpiewać. Do czasu, kiedy pójdą do pierwszej klasy. Wtedy lekcje muzyki stają się zmorą. Zmuszane do gry na flecie prostym, straszone złą oceną (nawet opisową) zaczynają muzykę nienawidzić.

Agnieszka Kochler – dokładnie tak jest niestety. Pokutuje zły system nauczania i podejścia nauczycieli. Chęć obcowania ze sztuką jest niszczona w dzieciach od najmłodszych lat.

Lidia Bajkowska – bo fukcjonowały fatalne podręczniki i praktyki nauczania z fonogestyką na czele, z której, jak słusznie zauważył Pan X, zrobiono przedmiot nauczania, a to tylko ubarwiające (załóżmy) ćwiczenie w trakcie śpiewania wokaliz.

Agnieszka Kochler – no właśnie, trochę dziwne moim zdaniem tworzenia osobnego przedmiotu z czegoś co w zasadzie jest tylko dodatkiem… A podręczniki i praktyki stosowane w nauczaniu faktycznie do najlepszych nie należą.

Lidia Bajkowska – Wracając do fletów, które pokutują dalej od czasów komuny!

Przeceiż malutkie paluszki dzieci nie sięgają, żeby pokryć całkowicie otwory w tym instrumencie, z którego wydobywają się tylko piski i fałsze. Małe dzieci, w konsekwencji takiej edukacji muzycznej, mają potem przeżycia traumatyczne i późniejsze fobie na sam widok orkiestry symfonicznej. Czy nie należało by zacząć od instrumentów klawiszowych (jak dzwonki diatoniczne czy chromatyczne, jeśli szkoła nie ma pianina czy organów elektronicznych), gdzie dźwięk jest gotowy i od razu ładnie brzmi? Dlaczego nie korzysta się z nowatorskich metod, przygotowanych do kształcenia dzieci poprzez zabawę? Czy peerelowska „nauka nut”, nieskuteczna i bez zrozumienia nadal musi pokutować?

Kiedyś nauczyciel, który nie korzystał np. z „Elementarza do muzyki” i został na tym przyłapany, szedł na dywanik do pani dyrektor, która potem tłumaczyła się pani wizytator, reprezentującej interesy grupy trzymajacej władzę nad podręcznikami. Taka nauka nut „z powietrza”, jakby czytanie bez poznania liter, jest dalej traumą dla uczniów!

Agnieszka Kochler – nie da się ukryć,że zajęcia z muzyki i nauka gry na flecie kojarzy się wielu osobom z koszmarem. Obok tego,że wydobycie ładnego dźwięku z tego instrumentu nie należy do najłatwiejszych,a na pewno nie jest takim dla dzieci,którym od razu każe się grać dobrze – metody „nauczenia” tego nie są również najlepsze… Dzieci najczęściej niestety sa zestresowane tym,czego się od nich wymaga – nie stosując odpowiednich metod nauczenia i zapoznania ich z muzyką.

Lidia Bajkowska – Nauczyciele, których nie przygotowywano do działań kreatywnych czy metoda, jedyna, jak kult jednostki, która znalazła swoje odzwierciedlenie w najnudniejszej na świecie książce, jakim był monopolistyczny i uznany, „Elementarz do muzyki” ? Metoda, o dziwo, przetrwała do dziś. Jest sprytnie przemycana między kartkami nowych, zintegrowanych podręczników, gdyż stary „Elementarz do muzyki” i kolejne podręczniki do klasy II i III „wycofano”. Elementarz oparty na fonogestyce (wprowadzonej, jako dodatkowe utrudnienie) i solmizacji, błędnie interpretowanej, zawierał wyrywkowe treści w postaci rymowanek, jako ćwiczeń rytmicznych, które były zakazami, nakazami bez związku z muzyką (np. szanuj zieleń, słuchaj rodziców, suchy marzec itp) Co to ze sztuka ma wspólnego, z nasza kulturą, na której niwie wyrósł Chopin, Moniuszko, Wieniawski, Szymanowski, Lutosławski, Pendercki, Kilar i wielu innych.

Wszystkie dzieci w Polsce uczyły się z konkretnej, polecanej książki do muzyki i uznawali tylko „metodę”, w niej zawartą. Była to „metoda”, która szkodziła polskiej kulturze muzycznej, pozostawiając zmarnowane pokolenia nazwane głuchymi. Odpowiedzialni za to otrzymywali wysokie pensje i dostawali różne przywileje (w tym stanowiska na wyższych uczelniach). Można wymienić instytucje, z których „szły” wówczas odgórne instrukcje i polecenia – KC, MOiW, WOM, kuratoria itd. Metodycy przedmiotowi skrupulatnie przestrzegali odgórnych wytycznych min. poprzez szkolenia nauczycieli, hospitacje, itd.

Agnieszka Kochler – no i własnie w związku z wysokimi pensjami ta „metoda” się liczyła i jak mniemam opłacała… Mam nadzieję,że w końcu ktoś pomyśli o wprowadzeniu czegoś nowego…

Lidia Bajkowska – Muzyka ma za zadanie: uwrażliwiać, kształcić odbiorcę poprzez właściwą percepcję, zainteresować, rozwinąć zamiłowania, wychowywać przez sztukę, podnieść poziom i kulturę społeczeństwa. Jednym z celów wychowania muzycznego w PRL było wychowanie społeczeństwa socjalistycznego. Podręczniki do muzyki, jak i innych przedmiotów (głównie historii, języka polskiego) z tamtej epoki były jednym z narzędzi służącym do degradacji dzieci i młodzieży. Starannie dobierano repertuar, w którym przeważały pieśni ideowe Po okrągłym stole rynek otworzył się na nowe publikacje, zaczęto zmieniać repertuar dotyczący pieśni i piosenek. Ale sposób przekazywania wiedzy muzycznej jest ciągle taki sam.

Metodycy starej daty, którzy stali na straży dawnego systemu dopilnowali, żeby do obecnego, początkowego nauczania zintegrowanego, wprowadzić metody żywcem przeniesione z „Elementarza do muzyki” z czasów PRL, które pomieszane z nauką polskiego, matematyki, środowiska, stały się jeszcze bardziej zawiłe. Największą tragedią jest to, że przedmiotu tego uczą nauczyciele klas 1-3, zupełnie nieprzygotowani do zawodu nauczyciela muzyki. Próby i kombinacje stworzenia w starszych klasach „muzyko-plastycznych” lekcji (pod sympatyczną nazwą „sztuka”) też nie zdały egzaminu, bo gdzie szukać dwu fakultatywnych nauczycieli, muzyko-plastyków czy odwrotnie i czy są tacy?

Agnieszka Kochler – dla mnie i dla wielu Osób niezrozumiałe jest właśnie to,dlaczego sztukę w naszym kraju traktuje się często,jako zło konieczne.Dlaczego spycha się ją w nauczaniu na najdalszy plan? Przecież nie żyjemy już w PRLu… Podobno Polska chce dorównać innym krajom,bardziej rozwiniętym…ale one rozwinięte sa również pod kątem kultury…tutaj się to niszczy.

Lidia Bajkowska – NAUCZANIE ZINTEGROWANE- jako zmora polskich szkół okazało się totalną klapą, nadal obowiązuje, choć niektórzy zaczynają od tego systemu odchodzić. Metoda okrzyczana „przedmiotowym Frankensteinem”, nie zdała egzaminu w zderzeniu z rzeczywistością. Takie nauczanie zintegrowane, gdzie występuje zbitka przedmiotów ogólnokształcących, muzyki i plastyki, jako sieczka tematyczna, jest groźne, gdyż buduje nową, holistyczną rzeczywistość u dzieci.

Agnieszka Kochler – dokładnie tak…znikome wiadomości z każdego przedmiotu i mętlik w głowach dzieciaków.

Lidia Bajkowska – Agnieszko, nam jest daleko jeszcze do normalności, trochę jeździłam po świecie i miałam możliwość zaobserwowania, jak uczą muzyki. Cała nauka małych dzieci opiera się o elementy zabawy, w praktyce nie tylko w teorii.

Agnieszka Kochler – Genialne! Dziecko ma z tego przyjemność, uczy się i rozwija.

Lidia Bajkowska – a tak naprawdę nauczyciele nauczania początkowego w śladowych godzinach poświęconych lekcjom muzyki (w teorii) rozwiązują z dziećmi ćwiczenia polsko-matematyczno-środowiskowe, jako zbitki przedmiotowe. Nie wiem, kto taki system wymyślił?? …i te ciężkie tornistry, jakby napchane kamieniami…

Agnieszka Kochler – niestety tak wygląda w Polsce…jak to zmienić ?

Lidia Bajkowska – dziękuję za nocne rozmowy rodaczek :) już zegar stary dawno wybił kuranty a my o muzyce bez końca… dobrej nocy, pełnej snów o prawdziwych lekcjach muzyki, takich jak za czasów Józefa Elsnera…

Leave a Comment

*Required fields Please validate the required fields

*

*

eighteen + 9 =

 
© 2010 - 2017 Lidia Bajkowska - Wszystie prawa zastrzeżone / All Rights Reserved