Czasy Liceum Muzycznego

To był jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Trzęsąc się ze strachu stanęłam przed gmachem Liceum Muzycznego w Warszawie.

– Pewnie nie zdam –  myślałam.
– Może zrezygnować i odebrać papiery?

O warszawskim Liceum Muzycznym mówiono, że to kuźnia talentów i dostać się do tej szkoły jest bardzo trudno.

– Przecież jestem tylko po czterech latach nauki fortepianu w Ognisku. Co z tego, że  przeskoczyłam rok i skończyłam PPSM na Krasińskiego. W sumie w szkole muzycznej, w której prowadzone są również zajęcia z zakresu szkoły ogólnokształcącej, byłam raptem dwa lata – rozmyślałam dalej. Ale natychmiast włączał się system obronny i wypierając wcześniejsze wątpliwości tłumaczyłam sobie, że za to byłam w klasie Krystyny Bocianowskiej, znakomitego i znanego pedagoga. Pani profesor Bocianowska szybko przestawiła mi aparat gry (czyli układ rąk), bo jak każdy nauczyciel fortepianu miała swoje metody nauczania. Wzięłyśmy się za ambitny repertuar. Ćwiczyłam wtedy w domu nawet po 5 godzin dziennie. Dobrze wypadłam na egzaminie dyplomowym, po którym zapadła decyzja, żebym startowała do Licem Muzycznego.

Tak bijąc się z myślami postanowiłam jednak pójść na ten egzamin i zagrać wszystko co przygotowałam.
Na egzaminy do jedynego wówczas Liceum Muzycznego w Warszawie przyjeżdżali najzdolniejsi absolwenci podstawowych szkół muzycznych z całej Polski. Liceum dysponowało też bursą, znajdującą się niedaleko na ulicy Myśliwieckiej.

Oczywiście na egzamin przyszłam jak zwykle w asyście moich rodziców, którzy jeszcze na dokładkę przyprowadzili moją młodszą siostrę.

– Raz kozie śmierć – powiedziałam i weszłam do budynku, a właściwie do pałacu Rembielińskiego, gdzie od strony frontowej znajduje się portyk koryncki składający się z sześciu kolumn. Bo trzeba wiedzieć, że Liceum Muzyczne mieściło się w Alejach Ujazdowskich 6 a, przy skrzyżowaniu z ulicą Piękną na przeciwko Parku Ujazdowskiego. Jest to kolejne urzekające miejsce w sercu Warszawy. Neorenesansowy Pałac Aleksandra Rembielińskiego, mylnie nazywany pałacem Lesserów (do których jedynie należał plac), zbudowany w 1859 roku, zniszczony w czasie  II wojny światowej i odbudowany w 1949 roku – posiada bogate tradycje historyczne.

Stanęłam pod salą egzaminacyjną. W drzwiach ukazał się uśmiechnięty, miły starszy Pan i powiedział moje nazwisko. Jak się później okazało, był to słynny Aleksander Jarzębski, dyrektor Liceum Muzycznego. Przestałam się bać i nawet nie speszyła mnie pełna przepychu sala koncertowa ze sceną jak w filharmonii, gdzie odbywał się egzamin wstępny. Usiadłam do fortepianu i postanowiłam spełnić marzenie swojego życia i uczyć się w tej pałacowej szkole, jedynej takiej chyba na świecie. Ale żeby marzenie się spełniło, musiałam zagrać najlepiej jak potrafiłam i zdać.

Trzy razy powtórzyłam magiczne słowo, którego nauczyła mnie jeszcze w Ognisku prof. Maria Twardowska – spokój, spokój spokój.

Położyłam ręce na klawiaturze i zapomniałam o całym świecie. Byłam tylko ja i fortepian. Zwracałam wtedy bardzo uwagę na dynamikę, żeby pokazać wszystkie kontrasty, niuanse, wyczuć klimat każdej frazy i prowadzić jak najpiękniej melodię. I w każdym utworze było coś innego do pokazania, każdy był przecież z innej epoki i trzeba było zagrać tak, żeby te epoki były rozpoznawalne, że to barok a to romantyzm, a to epoka klawesynu. Program po latach gdzieś się zagubił ale jak zwykle były perliste etiudy, Bach, Scarlatti, Sonata Beethovena, Grieg.

Mój ojciec nie wytrzymał tego stressu i poszedł z siostrą do domu na Bracką. Mama w drugą stronę, do Parku Ujazdowskiego. Przez uchylone okna pałacu Rembielińskiego było słychać każdy dźwięk. Otwierano wtedy okna, bo na ulicy była cisza, spokój, tylko ptaki obudzone wiosennym słońcem śpiewały bez końca. Podobno grałam dobrze – jakbym to nie ja, tylko jakiś zawodowy pianista. Mama uciekła, bo nie chciała słyszeć żadnej pomyłki. Dźwięki fortepianu jednak bezlitośnie goniły ją i goniły, Ucichły dopiero wtedy, kiedy była daleko.

Kiedy wróciła stałam smutna i czekałam na korytarzu pod jakimś freskiem.

– Jak ci poszło, nie pomyliłaś się? – zapytała strwożona widząc mój smutek na twarzy.
– Wszystko dobrze, ale komisja nie powiedziała ani słowa na temat gry, tylko podziękowali. Pewnie nie zdałam – powiedziałam.
– Szkoda, bo w parku słyszałam jak pięknie grałaś – wtrąciła.
– To w parku nawet było słychać? – zapytałam zdziwiona.

Z ciężkim sercem wróciłyśmy do domu. Nie będę opisywać co przeżyłam. Atmosfera była jak w czasie żałoby.

Na ostateczne wyniki trzeba było czekać parę dni. Trudne to były dni. Nie sposób było się czegoś dowiedzieć wcześniej. Krążyłam w kółko między Łazienkami, Parkiem Ujazdowskim i Placem Trzech Krzyży. Wówczas nie było wywieszanych list, internetu, jedynie w sekretariacie można było dowiedzieć się czegoś na temat egzaminu i ewentualnie odebrać dokumenty. W końcu przyszedł ten długo oczekiwany dzień. Ojciec zdecydował, że pójdzie sam, dowie się wszystkiego i ewentualnie odbierze papiery.

W kancelarii spotkał dyrektora Aleksandra Jarzębskiego.

Powiedział, że chce odebrać dokumenty bo sądzi, że córka nie dostała się do Liceum Muzycznego. Spokojny do tej pory dyrektor nakrzyczał na ojca. Powiedział, że nie dość, że córka zdała, to jeszcze jest w pierwszej trójce najlepszych uczniów do klasy fortepianu. A konkurencja była silna. Zdawała ze mną na fortepian, już wtedy znana, utalentowana Krysia Borucińska i inni sławni dziś muzycy.

Liceum na Pięknej, bo tak się zawsze mówiło, były dwie pierwsze klasy. Żeńska i męska. W klasach było nas może po 15 uczniów, a może i mniej. Byli pianiści, skrzypkowie i dęciaki, jak na tych ostatnich mówiliśmy. Liceum znajdowało na parterze, a na pierwszym piętrze mieściła się Państwowa Wyższa Szkoła Muzyczna, która podobno „pękała w szwach” i musiano wynajmować sale wykładowe m. in. w Pałacu Sobańskich.

To były wyjątkowe, nadzwyczajne i niepowtarzalne roczniki. Z tego co pamiętam szkołę skończyli:Jerzy Maksymiuk, Andrzej Straszyński, Wanda Borucińska, Joanna Ławrynowicz, Joanna Bruzdowicz, Marta Ptaszyńska, Ewa Wanat, Tadeusz Wojciechowski, Patrycja Piekutowska, Rafał Kwiatkowski, Krystyna Makowska, Krystyna Borusińska, Magdalena Rezler, Wojciech Rajski, Robert Szreder, Aleksander Migdał, Basia Marcinkowska, Julia Jakimowicz, a Marta Sosińska, absolwentka Liceum z 1957roku – zdobyła III Nagrodę na VII Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina.

Być może kogoś pominęłam, być może o kimś zapomniałam. Ale zawsze można uzupełnić, przecież  tyle lat minęło. Najważniejsze, że moi dawni koledzy, wychowankowie Liceum Muzycznego, są dziś wybitnymi muzykami i wnieśli znaczący wkład w tworzenie polskiej kultury, nauki i sztuki. Mówiąc o wychowankach nie sposób pominąć ich profesorów. W Liceum Muzycznym uczyły największe sławy i autorytety, takie jak profesor Irena Dubiska

Miałam dużo szczęścia, że na egzaminie wstępnym do Liceum Muzycznego była nieżyjąca już dziś, prof. Natalia Hornowska, która wtedy wykładała w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej. Wybrała mnie do swojej klasy. Byłam jedną z niewielu uczennic, prowadzoną przez profesora wyższej uczelni. Zajęcia z przedmiotów ogólnokształcących  w Liceum Muzycznym odbywały w pałacowych komnatach zamienionych na klasy. Lekcje fortepianu z prof. Natalią Hornowską miałam popołudniu, w Pałacu Sobańskich, w ślicznej salce na półpięterku, cudownie oświetlonej, z fortepianem, w przylegającej do Pałacu Kordegardzie w Alejach Ujazdowskich.

Pamiętam, że na koniec pierwszej klasy Liceum Muzycznego grałam min. „Rondo-Capriccioso” Feliksa Mendelssohn’a. Po egzaminie wyszła moja pani profesor i powiedziała, że dostałam piątkę z minusem – tak długim, jak od Liceum Muzycznego do Placu Trzech Krzyży. Przyznaję, że wtedy trochę za mało ćwiczyłam. Wolałam słuchać muzyki niż sama grać. Zaczęłam regularnie chodzić do Filharmonii, potem biegałam do Opery i do teatru, który obok muzyki, jest drugą pasją mojego życia. Czasem wydaje mi się, że żyję na pograniczu dwóch światów, muzycznego i teatralnego…

Ale wracając do mojego Liceum Muzycznego to jego historia jest zadziwiająca.

W roku 1950 Profesorowie Ludwik Kurkiewicz i Aleksander Jarzębski powołują Państwowe Liceum Muzyczne przy istniejącej już wcześniej Państwowej Średniej Szkole Muzycznej na ulicy Profesorskiej 6. Dyrektorem zostaje Ludwik Kurkiewicz (dziś na Profesorskiej 6 znajduje się Ognisko Muzyczne). Rok później Państwowe Liceum Muzyczne zostaje przeniesione na ulicę Myśliwiecką 14.

W roku 1952 dyrektorem zostaje Aleksander Jarzębski a w 1955 odbywa się pierwsza matura w Państwowym Liceum Muzycznym. W 1957 roku liceum zostaje przeniesione z Państwową Wyższą Szkołą Muzyczną do wspólnej siedziby, która odtąd mieści się w Pałacyku na ulicy Pięknej. W roku 1960 obchodzony jest jubileusz dziesięciolecia Państwowego Liceum Muzycznego. 19 grudnia 1962 roku delegacja z naszego Liceum Muzycznego, czeka z kwiatami na lotnisku na ukochanego przez młodzież dyrektora. Pojawia się komunikat, że w katastrofie lotniczej na Okęciu zginął dyrektor Liceum Muzycznego Aleksander Jarzębski.

Do końca roku szkolnego pełniącego obowiązki dyrektora przejmuje Bernard Kubiak.

W 1963 roku dyrektorem Liceum zostaje Roman Kuklewicz. W 1964 roku następuje  przeniesienie Państwowego Liceum Muzycznego do budynku przy ulicy Krasińskiego l.Dyrektorem zostaje Jerzy Wasiak.

W 1955 roku połączone zostają Państwowa Podstawowa Szkoła Muzyczna nr 3 im. Karola Szymanowskiego z Państwowym Liceum Muzycznym, a następnie powstaje Państwowa Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna I i II stopnia im. Karola Szymanowskiego. Dalej dyrektorem jest Jerzy Wasiak.

Obecne Liceum Muzyczne połączone z podstawową szkołą na Krasińskiego, mimo wielu zasług, wychowania plejady znakomitych muzyków, niebywałych osiągnięć nie ma już nic wspólnego z tamtym Liceum, które było w pałacu Rembielińskiego. Jest to zupełnie nowa szkoła, choć przeniesiona w 1964 roku z Alei Ujazdowskich. Dziś jest inna epoka i klimat jest inny.

Pamiętajmy, że były to jednak czasy komunistyczne. Ale szkoła była elitarna, żyła muzyką, kładziono duży nacisk na naukę języka francuskiego, mieliśmy obowiązkowe koncerty, wspaniałe wycieczki, do Krakowa, Zakopanego, zwiedzanie Atmy – willi Karola Szymanowskiego.

Tamto Liceum Muzyczne umarło wraz ze śmiercią wspaniałego człowieka, jakim był dyrektor Aleksander Jarzębski. Od lat 90 w siedzibie dawnego Liceum Muzycznego, w Pałacyku Rembielińskiego, mieści się Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, i cieszę się, że to piękne miejsce, takiej instytucji przypadło w udziale.

Leave a Comment

*Required fields Please validate the required fields

*

*

three × 1 =

 
© 2010 - 2017 Lidia Bajkowska - Wszystie prawa zastrzeżone / All Rights Reserved