Janusz Korczak – „święty epoki pieców”

Kiedy w sierpniu 1942 r. wywieziono Dom Sierot do obozu w Treblince, dzieci ustawiono w czwórki, na czele szedł Korczak z podniesioną głową, bez kapelusza, trzymając dwoje dzieci za ręce – prowadził swych 200 wychowanków, mówiąc, że jadą „na wycieczkę”.  

Dzieci niosły zieloną flagę króla Maciusia I i własnoręcznie zrobione przez siebie laleczki. Śmierć Janusza Korczaka wraz z 200 wychowankami i całym personelem sierocińca w komorze gazowej hitlerowskiego obozu zagłady w Treblince stała się symbolem największego oddania i poświęcenia się przez wychowawcę sprawom dziecka, symbolem miłości i wierności. Jest to wielki hołd humanistycznych wartości wobec ludobójstwa zgotowanego ludzkości przez zbrodniarzy hitlerowskich. Korczak odrzucił szansę osobistego ocalenia i wyjazd do jednego z państw neutralnych, gdzie jako osoba o europejskiej sławie mógł liczyć na pomoc i schronienie przed Holocaustem. Rezygnując z założenia własnej rodziny, budował ogniska i sierocińce. Poświęcił się w swojej pracy wychowawczo-pedagogicznej, w szczególności dzieciom ulicy i biedy. Rozumiał, jak ważna jest muzyka i inne dziedziny sztuki w procesie wychowawczym. Dziś skraca się przedmioty artystyczne, a przecież jedynie one stymulują prawą półkulę mózgu, tzw. półkulę wyjątkowości. I dlatego na własne żądanie mamy pokolenie głuchych i wszechpotężny analfabetyzm w muzyce. Muzyczne zajęcia skraca się do minimum, wbijając je w zbitkę przedmiotów ogólnokształcących. Korczak o tym wiedział, dlatego organizował wychowankom koncerty, konkursy rysunków i malarstwa, przedstawienia teatralne. „Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat, mówił”. Sztuka hinduskiego pisarza Rabindranatha Tagore wystawiona 18 lipca 1942 r. miała przygotować dzieci do godnego umierania. Walczył o swoich podopiecznych do końca.

Ideałów Janusza Korczaka nie wolno nam zdradzić. Musimy tak jak ten wielki pedagog wszechczasów walczyć o dobro i godność dzieci do końca. Do Starego Doktora „modli się” Tadeusz Konwicki, który uważa go za „świętego epoki pieców”. Ks. Jan Twardowski pisał, że Janusz Korczak jest chyba jednym z najserdeczniejszych mędrców, którzy pokłonili się Dziecku, a Czesław Miłosz stwierdził, że „Korczak i Kolbe spotykają się ze sobą, gdy dochodzi do czynu, który możliwy jest tylko dzięki temu samemu tajemniczemu darowi miłości”. Ciekawe, co by powiedział na obecny system oświatowy, gdyby żył? Na system testów, integrację (zbitkę) przedmiotową, która jako sieczka tematyczna jest groźna, gdyż buduje nową, holistyczną rzeczywistość u dzieci, na ten „przedmiotowy Frankenstein”, który nie zdał egzaminu w zderzeniu z rzeczywistością? Co by powiedział wreszcie na szkolny katalog nakazów, kar (karą jest ocena niedostateczna) i zakazów? Janusz Korczak to przewidział i mówił: „Pozwólmy dzieciom błądzić i radośnie dążyć do poprawy”. Można śmiało nazywać go legendą liberalnej pedagogiki, ikoną i pionierem obrony praw najmłodszych i twórcą antyautorytarnego systemu wychowania. Głosił, że rygoryzm szkolny zabija osobowość dziecka i nie zapewnia pełnej realizacji jego praw. Był autorem wielu książek, w tym kultowego „Króla Maciusia Pierwszego” i „Króla Maciusia na Bezludnej Wyspie” oraz innych ponadczasowych dzieł, których tematyka poszukiwania dziecięcej wolności jest cały czas aktualna, żyje w naszej świadomości.

Jest ojcem światowej pedagogiki zabawy. Pisarz, pedagog i lekarz, który z rodzinnego domu wyniósł umiłowanie do polskiej literatury i języka. Był zakochany w Warszawie, co widać w „Kajtusiu Czarodzieju” i w „Pamiętnikach”. Ustami swoich bohaterów opisuje miłość do Ogrodu Saskiego, Traktu Królewskiego, Łazienek, Wisły i ulic, gdzie mieszkał z rodzicami (do Bielańskiej, Krakowskiego Przedmieścia, Miodowej, Placu Krasińskich, Świętojerskiej).

Leave a Comment

*Required fields Please validate the required fields

*

*

1 + ten =

 
© 2010 - 2017 Lidia Bajkowska - Wszystie prawa zastrzeżone / All Rights Reserved