Ryszard Baksta, niedoceniony profesor – pianista

Miałam szczęście, że los postawił na mojej drodze, choć na krótko, prof. Ryszarda Baksta, geniusza i legendę pianistyki polskiej, zarazem skromnego człowieka i oddanego pedagoga. Byłam jego uczennicą. 

Dlaczego nigdy nie zapytałam profesora wprost… Czy może mi pan, panie profesorze, opowiedzieć coś o wojnie? Kiedy miał pan 13 lat i został wywieziony na Ural i ukryty w głębi Związku Radzieckiego? W czasie Holocaustu stracił pan część najbliższej rodziny, ale jednak ukończył pan w Swierdłowsku szkołę muzyczną w 1943 r., żeby już w 1944 do 1947 r. studiować w Konserwatorium im. Piotra Czajkowskiego w Moskwie u największych sław.

Był prawdziwym, nieuleczalnym patriotą. Kochał Polskę, Łazienki i Ogród Botaniczny, bo tam była cisza i spokój. Przed nagraniami do audycji radiowych, zawsze, zanim szedł na Myśliwiecką, „czytał na sucho nuty”, jak książki. Urodził się w inteligenckiej rodzinie o tradycjach muzycznych i zamiłowaniach artystycznych. Jego matka była pianistką, pedagogiem i uczennicą takich sław jak Józef Śliwiński i Józef Turczyński. To ona nauczyła pierwszych nutek małego Ryszarda. Jego pierwszym profesorem był Józef Turczyński, uczeń samego Ignacego Paderewskiego. 

Pracę pedagogiczną i artystyczną rozpoczął w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie. Poznał prof. Zbigniewa Drzewieckiego, sławę polskiej pianistyki, który udzielał mu wskazówek i przygotował do udziału w IV Konkursie Chopinowskim w Warszawie w 1949 r., w którym Ryszard Bakst zajął szóste miejsce.

Niestety, przyszedł marzec 1968. Pod naciskiem władz komunistycznych wyemigrował do Wielkiej Brytanii. Była to niepowetowana strata dla jego polskich uczniów i studentów. Wiele razy przyjeżdżał do Polski, pisał podania do MKIS, licząc, że może zostanie przyjęty do swojej macierzystej uczelni, nie doczekał się. Polska kolejny raz nie zadbała o swojego wielkiego artystę, o wielkiego muzyka, który koncertował już na wszystkich kontynentach. Ryszard Bakst dopiero w 1990 r. zasiadł w zespole jurorskim XII Konkursu Chopinowskiego w Warszawie.

Możliwością wykorzystania talentu i umiejętności Ryszarda Baksta zainteresowała się natomiast Wielka Brytania, proponując mu zatrudnienie w Royal Manchester College of Music (1969-72) i następnie Royal Northern College of Music w Manchesterze (1972-91), prestiżowej szkole młodych talentów, której potem przez wiele lat był dyrektorem. Z inicjatywy Ryszarda Baksta, w College’u stanął pomnik Chopina upamiętniający pobyt wielkiego kompozytora w tym mieście. Prof. Bakst zmarł nagle, 25 marca 1999 r. w Manchesterze, na krótko przed swoimi urodzinami i imieninami. Po jego śmierci dla upamiętnienia jego imienia, w Royal Northern College of Music w Manchesterze ufundowano nagrodę przyznawaną corocznie najzdolniejszemu uczniowi szkoły.

2 komentarze

  1. Ewa Author Kwiecień 27, 2015 (5:20 pm)

    Tu zrobię małą dygresję: moja Babcia razem z młodym Ryszardem Bakstem przeżyła wojnę, wywieziona do „sierocińca” za Uralem. Byli ponoć jedynymi poskimi dziećmi w tamtym miejscu. Babci zaraz po wojnie udało się – SAMEJ- uciec do Polski; to było szalone przedsięwzięcie, ale dzięki dobrym ludziom, których spotkała w drodze do Polski, plan się powiódł.. Ponoć kiedy żegnała się z Bakstem przed ucieczką, ten poprosił Babcię, żeby dała znać, jak wszystko się uda. Udało się, ale z tego co wiem, Babcia już nigdy więcej nie spotkała Ryszarda Baksta…

    wszystko

    Reply to Ewa
  2. Lidia Bajkowska Author Kwiecień 28, 2015 (12:04 am)

    Dziś po latach, żałuję, że nie dowiedziałam się o życiu Pana Profesora więcej, a mogłam. Dopiero jak Profesor odszedł – uświadomiłam sobie jak wielką ikoną pianistyki polskiej i legendą był Ryszard Bakst – mój znakomity, cierpliwy i wyrozumiały nauczyciel. Był zawsze pogodny, zawsze uśmiechnięty. Po latach spotkałam profesora, jak przyjechał z Anglii…. Może przyjechał z nadzieją, że wróci na uczelnię…. Stał przy portierni. Podbiegłam i pytam „Panie Profesorze, pamięta mnie Pan? Tyle lat”… Profesor pamiętał wszystko. Drugi i ostatni raz spotkałam go koło uczelni, kiedy spacerował z psem na smyczy. Ucieszyłam się, że może już wrócił do kraju na stałe, skoro spaceruje sobie z pieskiem. Niestety, ani uczelnia ani ówczesne Ministerstwo Kultury i Sztuki nie zadbało o to, żeby tak wielkiego pianistę i pedagoga pozyskać ponownie dla kultury polskiej. Po dramacie Marca 68 bez słowa pozwolili mu odejść… Ale Anglia wynagrodziła mu wszystkie krzywdy, jakie doznał w Polsce. Proszę mi napisać, czy Pani Babcia żyje? Profesor umarł mając 73 lata – 16 lat temu. Dziś miałby 89, mógłby żyć i nawet uczyć jak prof. Drzewiecki.

    Reply to Lidia Bajkowska

Leave a Comment

*Required fields Please validate the required fields

*

*

ten + six =

 
© 2010 - 2017 Lidia Bajkowska - Wszystie prawa zastrzeżone / All Rights Reserved